Blog

"Detektywi" zrobili z M. ŻUK prostytutkę i ostrzegli zabójców?

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zawsze, gdy w tajemniczych okolicznościach umiera ktoś młody, rozpoczyna się czas żniw dla „detektywów” ścigających się o chwałę oraz darmową reklamy w prasie i telewizji. Tak było przy okazji zabójstw Krzysztofa Olewnika, Madzi Waśniewskiej i Ewy Tylman czy zaginięcia Iwony Wieczorek oraz samobójstwa Karoliny Kaczorowskiej. Szczyt braku etyki zawodowej oraz profesjonalizmu komercyjnych „śledczych” obserwujemy jednak w przypadku sprawy zmarłej (niewykluczone, że zamordowanej lub doprowadzonej do popełnienia samobójstwa) w Egipcie Magdaleny Żuk. Tym razem grę z mediami, gwarantującą bezpłatną a wartą miliony reklamę, podjęły dwie agencje detektywistyczne. Prześcigają się przy tym w działaniach sprzecznych ze sztuką śledczą i lojalnością wobec opinii publicznej oraz ofiary.


Pierwszy na scenę wszedł tradycyjnie Krzysztof Rutkowski, znany m.in. z organizowania przy każdej możliwej okazji konferencji prasowych i z braku uprawnień do posługiwania się tytułem zawodowym detektywa. Choć pozoruje na obrońcę sprawiedliwości jest karany za pranie brudnych pieniędzy dla tzw. mafii paliwowej, a jego największym dotychczasowym skandalem było wykorzystanie zarejestrowanych ukrytą kamerą zwierzeń matki zamordowanego dziecka (Madzi Waśniewskiej). Gdyby nagranie to, jako kluczowy dowód w sprawie, przekazał jedynie do prokuratury i ograniczył się do poinformowania opinii publicznej o rozwikłaniu zagadki, wówczas jego grę psychologiczną można by pochwalić, lecz niestety – łzy dzieciobójczyni zobaczyła cała Polska. Rutkowski udostępnił film telewizji, zamieniając tragiczną sytuację w cyrk dla mas. W sprawie śmierci Magdaleny Żuk jeszcze przed wyjazdem do Egiptu zorganizował konferencję prasową na szybko „ujawniając” zdjęcie rzekomego ciała dziewczyny, które jak się okazało, stanowiło zupełnie niezwiązaną z tą sprawą ilustrację do starego reportażu. Następnie szokował widzów i czytelników wizjami upozorowanego samobójstwa twierdząc, że nie można zginąć upadając z pierwszego piętra na miękką trawę, co miało spotkać Polkę. Otóż – można, ludzie umierają od dużo mniej groźnych upadków i mają bardzo różną wytrzymałość układu kostnego, co wie każdy, kto zajmował się sprawami zabójstw i wypadków śmiertelnych, ale to nieistotne, gdyż jak się okazało, dziewczyna upaść miała z kilku metrów nie na trawnik a na betonową posadzkę, co mogło spowodować poważne uszkodzenia ciała nawet u rosłego, wysportowanego mężczyzny. Po wywoływaniu tymi kłamstwami sztucznej sensacji, Rutkowski wysłał do Egiptu swoją partnerkę życiową, która na miejscu skupiła się głównie na publikowaniu zdjęć siebie samej w tropikalnych plenerach...


Ukierunkowane na marketing kpiny z tragicznej śmierci Polki przebiły jednak skandaliczne działania agencji detektywistycznej Lampart Group SA, która samowolnie włączyła się do wyjaśniania tej samej sprawy. W opublikowanym komunikacie oświadczyła ona, że Magdalena Żuk miała być dziewczyną do towarzystwa, czyli jak wynika z kontekstu pojechała do Egiptu docelowo w charakterze prostytutki, za co odpowiadać miał „mężczyzna, którego zadaniem było doprowadzić do silnej więzi emocjonalnej między nimi”. Nie trudno domyślić się o kogo chodzi... Komunikat taki zapewnił ogromny poklask opinii publicznej, nieświadomej tego, że tak nie zachowują się etyczni profesjonaliści. Dlaczego? Ponieważ komunikat ten przede wszystkim stanowi naruszenie dóbr osobistych rodziny Żuków, gdyż narusza cześć ich najbliższej krewnej, co może się wiązać z zasądzeniem na ich rzecz ogromnego odszkodowania. Ale pomijając aspekt cywilnoprawny, takich informacji żaden etyczny detektyw nigdy by nie opublikował, ani nawet w prywatnej rozmowie przy kawie nie ujawnił osobom trzecim. Ilekroć w toku czynności detektywistycznych pozyskiwane są informacje o życiu prywatnym osoby, szczególnie informacje hańbiące ofiarę przestępstwa, etyka zawodowa nakazuje zachowanie ich w tajemnicy i przekazanie jedynie do organów ścigania i ewentualnie bliskich ofiary. Tu ze zmarłej zrobiono na forum publicznym „dziewczynę do towarzystwa”, czym zbrukano jej pamięć i ośmieszono jej rodzinę. Gratuluję kreatywnej interpretacji terminu „etyka zawodowa”!


Natomiast dowodem braku profesjonalizmu, czyli taktycznego działania, jest opublikowanie informacji, że odtworzono powiązania międzynarodowej organizacji przestępczej odpowiadającej za proceder noszący znamiona handlu ludźmi, a do tego opublikowanie zarazem zapowiedzi, że wkrótce osoby te zostaną zidentyfikowane oraz przekazane organom ścigania. Pozornie wydaje się, że detektywom z Lamparta należą się brawa, ale tak może myśleć tylko ktoś, kto nigdy nie uczestniczył w skomplikowanych postępowaniach przygotowawczych. Otóż, ich istotą pozostaje działanie w tajemnicy, czyli w przypadku organów ścigania zdobywanie informacji w toku m.in. niejawnych czynności operacyjno-rozpoznawczych (jednym z członków zarządu Lamparta jest były policyjny antyterrorysta, więc powinien to wiedzieć). Czy Policja przed zatrzymaniem gangsterów z Pruszkowa lub Mokotowa odgrażała się tym w prasie albo zapowiadała akcję na swojej stronie internetowej? Oczywiście, że nie, gdyż w zgodzie ze sztuką śledczą przestępcy mają się dowiedzieć o tym, że zostali już zidentyfikowani i zabezpieczono dowody ich winy, dopiero w momencie synchronicznego zatrzymania wszystkich podejrzanych przez uzbrojonych antyterrorystów. W przeciwnym wypadku zdążą oni albo uciec i się ukryć, albo zniszczyć dowody swojej winy, ewentualnie wiedząc o obaleniu dotychczasowego alibi wyreżyserują nowe – być może lepsze. W każdym przypadku wymierzenie kary staje się wtedy bardzo trudne a niekiedy wręcz niemożliwe. Odnalezienie Egipcjanina ukrywającego się w Sudanie, Liberii lub w Burkina Faso może okazać się niewykonalne, co będziemy zawdzięczać właśnie detektywom z Lamparta. Dodatkowo przedwczesne ujawnienie dekonspiracji przestępczego procederu naraża na śmiertelne niebezpieczeństwo wszystkich niewygodnych świadków, w tym innych zastraszanych kobiet, których działający w panice bandyci mogą zwyczajnie zabić, ale o tym oczywiście detektywi z Lamparta również nie pomyśleli.


Ocena działań „detektywów” angażujących się w wyjaśnianie okoliczności i powodów śmierci Magdaleny Żuk może być więc wyłącznie negatywna. Profesjonaliści nie ujawniają swojej twarzy w telewizji ani na portalach społecznościowych, nie ogłaszają jako faktów informacji niesprawdzonych, działają po cichu, unikają rozgłosu i dążą do dyskretnego zabezpieczenia materiału dowodowego gwarantującego udowodnienie sprawcom ich winy w sądzie. Przy tym aktywnie współpracują z organami ścigania, przekazują informacje o swoich ustaleniach prokuraturze i policji wiedząc, że pozyskany właśnie puzzel może pomóc zakończyć śledztwo i uratować komuś życie. Nie działają samowolnie, nie ostrzegają bandytów, że ich dni są policzone i czas brać nogi za pas. Do tego kierują się taktem i nigdy nie ośmieszyliby zmarłej dziewczyny tylko po to, by udowodnić opinii publicznej, że „rozpracowali” jej sekrety. Wielkich detektywów charakteryzuje myślenie strategiczne, praworządność i dyskrecja, na afisze kosztem zhańbienia pamięci o zmarłej pchają się tylko pyszni celebryci, którym do Sherlocka Holmesa bardzo dużo brakuje. Nie oszukujmy się – tu chodziło wyłącznie o marketing, bo niby co do śledztwa wniosła publikacja Lamparta o rzekomej pracy Magdaleny Żuk w charakterze dziewczyny do towarzystwa? Wywołała tanią sensację, ból jej rodziny i nic więcej. W przypadku procesów sądowych omawianie takich wątków, podobnie jak np. ustalanie przebiegu gwałtu, odbywa się często przy pustej widowni, bez udziału dziennikarzy, i tak być powinno. Piętnowanie ofiary służy tylko przestępcom.


Jedyne co można w tym momencie zrobić to zaapelować do „detektywów”, by przeprosili rodzinę Żuków za ranienie ich uczuć i pozostawili wyjaśnianie sprawy zawodowcom z organów ścigania. Reklamę można robić także w etyczny i nieurągający sztuce zawodowej sposób – np. drukując kolorowe ulotki. I tak byłoby dla wszystkich najlepiej.

 

Kazimierz Turaliński


13 maja 2017 r.

 

 

 

Komentarze Kazimierza Turalińskiego

Komentarze do aktualnych wydarzeń politycznych, głośnych lub przemilczanych przestępstw oraz zmian w prawie i gospodarce. Zabarwione światopoglądowo ale niezwiązane trwale z żadną partią polityczną, nielojalne nikomu ani niczemu za wyjątkiem sumienia.

Wydawnictwo Artefakt.edu.pl

Kontakt w sprawie wydawnictw książkowych:

  Wydawnictwo prawno-ekonomiczne
  ARTEFAKT.edu.pl sp. z o.o.

adres e-mail: biuro@artefakt.edu.pl

tel. kom. 537-271-291
tel.(22) 270-10-75
fax (22) 257-82-32

adres korespondencyjny:
Al. Jerozolimskie 85 lok. 21
02-001 Warszawa

Kancelaria TALIONIS

Kontakt w sprawie usług prawno-ekonomicznych:

  Kancelaria TALIONIS

adres e-mail: biuro@kancelariatalionis.pl

tel. (32) 431 07 43
fax (32) 431 07 47

adres biura:
ul. Sądowa 7
41-605 Świętochłowice

adres korespondencyjny i rejestrowy:
ul. Św. Jana 11/4
40-012 Katowice

Słowo do klientów

Podobno zawsze wybierać trzeba mniejsze zło, a większe… zachowywać na czarną godzinę. Ja uważam, że z każdej sytuacji jest dobre wyjście, sęk tylko w tym, by szukając do niego drogi nie zabłądzić jeszcze bardziej. Jeśli masz kłopot i nie znajdziesz jego rozwiązania w moich publikacjach – napisz. Spróbuję Ci pomóc w jego rozwiązaniu lub zminimalizuję jego skutki. Wraz z moimi współpracownikami - głównie byłymi funkcjonariuszami służb państwowych - zapewnić mogę profesjonalną obsługę problemów z zakresu bezpieczeństwa biznesu, nie wykluczając spraw związanych z przestępczością zorganizowaną lub międzynarodową, czy wykrywaniem sprawców poważnych zbrodni - w tym zabójstw.

Kazimierz Turaliński

 




Więcej na poruszone tematy przeczytać możesz w książkach autorstwa Kazimierza Turalińskiego dostępnych w Wydawnictwie Prawno-Ekonomicznym Artefakt.edu.pl:

 

x