Podstawą niesocjalistycznych ustrojów politycznych pozostaje swoboda działalności gospodarczej. Upadek ekonomiczny Bloku Wschodniego najlepiej obrazował nieuniknioną konsekwencję drastycznej ingerencji w niewidzialne prawa rynku.
Rzeczpospolita nie stanowiła przy tym wyjątku. Ostatnie 17 lat stało nad Wisłą pod znakiem odbudowy zrujnowanego, zadłużonego państwa. Górnictwo, hutnictwo, przemysł stoczniowy i rolnictwo. Źle zarządzane państwowe molochy upadały z wielkim hukiem, pozostawiając po sobie wiele ofiar - większość zatrudnianych dotąd pracowników.
Zakaz przedsiębiorczości
Strukturalne bezrobocie, najtrudniejsze do wyeliminowania, a powodowane właśnie znikomą elastycznością zawodową Polaków, pustoszyło społeczeństwo nieprzystosowane do życia w normalnych warunkach. Wśród tych należy wymienić: prawo do swobodnego poruszania po terytorium kraju oraz opuszczenia jego granic (migracja zarobkowa), prowadzenia własnej, niezależnej od woli władzy działalności gospodarczej, a także wyboru dowolnej niszy zainteresowania zawodowego.
Otrzymanie paszportu w PRL-u zarezerwowano dla elity ówczesnego ustroju, natomiast nadmiernie restrykcyjne rygory meldunkowe utrudniały przeniesienie do miast, takich jak Warszawa czy Kraków. Nie pomagało też niewydajne budownictwo mieszkaniowe. Praktycznie objęto zakazem prowadzenie samodzielnej działalności gospodarczej, zezwalając jedynie na tworzenie zbiorczych spółdzielni. Podobnie drzwi uczelni wyższych pozostawały otwarte przede wszystkim dla aktywu partyjnego. Skrępowanie wymuszało lojalność oraz zależność od właściwego terytorialnie, wiodącego pracodawcy - zazwyczaj kopalni, huty lub PGR-u. System nie przetrwał, ludzie pozostali.
Prawo do samodzielności
Zmiany 1989 roku umożliwiły Polakom realizacje małych i dużych życiowych ambicji. Do tych pierwszych zaliczyć należy prawo do decydowania o sposobie zdobywania środków egzystencji, sposobie na życie. W lukach rynkowych zatrudnienie odnalazło setki tysięcy byłych rolników, hutników i górników. Nienasycony usługami rynek umożliwił otwarcie tysięcy restauracji, warsztatów samochodowych, salonów fryzjerskich.
Prawo do prowadzenia działalności gospodarczej wedle talentu lub zainteresowania ugruntowano w art. 17 par. 2 Konstytucji RP: "[...] Samorządy (zawodowe - red.) te nie mogą naruszać wolności wykonywania zawodu ani ograniczać wolności podejmowania działalności gospodarczej." Owa swoboda stanowi nie tylko gwarancję praw obywatelskich właściwych dla ustroju demokracji, ale także zapewnia ograniczenie bezrobocia oraz zwiększenie Produktu Krajowego Brutto. Prawo podaży i popytu, dodatkowo precyzowane wypadkową ceny i jakości towaru/usługi, gwarantuje rozwój solidnych, potrzebnych na rynku przedsiębiorstw, przy jednoczesnej eliminacji tworów anemicznych, niewydajnych i niepotrzebnych. Zjawisko marnotrawienia środków produkcji, i samych pożytków, zostaje ograniczone do minimum. Likwidacja niedochodowych spółek nie skutkuje jednak wzrostem bezrobocia, gdyż w ich miejscu powstają nowe, zazwyczaj operujące w innych branżach, podmioty zatrudniające zwolnionych pracowników.
Klient ma zawsze rację
Stan ten gwarantował zatrudnienie wielu rzemieślnikom, dla których zabrakło pracy w wyuczonych przed laty zawodach. Małe przedsiębiorstwa, głównie rodzinne, od wielu dekad stanowią "lokomotywę" rozwoju gospodarczego krajów Europy Zachodniej oraz USA. Umożliwienie ich swobodnego funkcjonowania stanowi podstawę wolnorynkowej polityki gospodarczej państwa. Gdy jednak prawo do wykonywania zawodu przyznają klienci, nikt poza nimi nie osiąga z tego korzyści.
Naprzeciw tej niezagospodarowanej niszy wychodzi dzisiaj Związek Rzemiosła Polskiego. Zgodnie z gomułkowską inicjatywą izby rzemieślniczej prawo wykonywania wielu zawodów obłożyć należy obostrzeniami, ograniczającymi się w praktyce do obowiązku zdania egzaminu przed komisjami powołanymi w ramach ZRP. Zapewne połączone będą one z wcześniejszymi, jeśli nie obowiązkowymi, to mile widzianymi kursami dokształcającymi. Jak dowodzi praktyka reglamentacji, dostępu do innych zawodów - np. pracownika ochrony, zapewne bardzo drogimi.
Oczywiście wszystko dla dobra obywateli. Cóż bowiem może statystyczny Kowalski wiedzieć na temat kulinariów lub fryzury? Czy indywidualny gust może stanowić dostateczny wyznacznik przydatności do świadczenia usług? Najwyraźniej obiektywnym gustem dysponują wyłącznie opłacający składki członkowie Związku Rzemiosła Polskiego.
Haracz od stu tysięcy rzemieślników
Sejm przyjął postulaty Związku i w drodze nowelizacji ustawy o rzemiośle planuje objąć obowiązkowym egzaminem ponad 100 tys. rzemieślników. Osoby, które nie podejdą do egzaminu, zostaną pozbawione prawa do prowadzenia działalności gospodarczej w danym zakresie. Nie trudno wyobrazić sobie wzrostu bezrobocia, przy założeniu, iż prawie każdy podmiot zatrudnia chociaż jednego pracownika. Bez znaczenia pozostaje też argument, iż zdecydowana większość z nich przez wiele lat świadczyła w sposób odpowiedzialny i zadowalający konsumentów potrzebne na rynku usługi. Nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości rachunek ekonomiczny - podmioty świadczące usługi na marnym poziomie bezlitośnie eliminuje brakiem popytu sam rynek. Ten argument nie przekonuje jednak władz ZRP ani posłów rządzącej koalicji.
Dodatkowo niezbędnym kryterium uczynią opłacenie egzaminu. Zwolnieni będą z tego jedynie rzemieślnicy, którzy ukończyli 50. rok życia i mogą udokumentować co najmniej dziesięcioletnie wykonywanie zawodu. Czyli znikomy ich odsetek. Ponownie odrzucamy wartości ustrojowe zmaterializowane w postanowieniach Konstytucji RP, na rzecz nieuprawnionych roszczeń zewnętrznego podmiotu.
* * *
Esencję dbałości o dobro konsumentów stanowiła argumentacja objęcia egzaminem praktykujących od lat ciastkarzy i kucharzy. Mieli oni stwarzać ogromne zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi serwując im przygotowywane potrawy. Do tego uprawniać ma od teraz wyłącznie tytuł zawodowy. Troska ta wzbudzać może zrozumienie, lecz po chwili refleksji nie sposób połączyć jej z obawą o nasze matki i żony. Wszak każda z nich niejeden raz obdarowała obiadem strudzonego wędrowca, a w swej lekkomyślności karmiła nawet własne, bezbronne dzieci.
Skoro ryzyko w przypadku kucharzy z wieloletnim doświadczeniem praktycznym jest tak ogromne, czyż nie należy podobnym obowiązkiem egzaminacyjnym objąć pań domów? I dla dobra powszechnego koniecznie przed wejściem do kuchni posłać na kurs zawodowy organizowany przez Związek Rzemiosła Polskiego. A w przypadku lekkomyślnego niedopełnienia tegoż obowiązku koniecznie pozbawić praw rodzicielskich i unieważnić małżeństwo.
Kazimierz Turaliński