25 czerwca 1998 roku około godziny 22:00 bordowy Daewoo Espero podjechał na parking przy ul. Rzymowskiego 17 w Warszawie. Gen. Marek Papała wrócił do domu po spotkaniu z Edwardem Mazurem oraz wysokimi rangą, dawnymi oficerami SB: Romanem Kurnikiem i Józefem Sasinem. Przypadek sprawił, że przyjechał tak szybko i sam. Miał bowiem o tej porze odbierać swą matkę z pociągu na dworcu centralnym.
Walet karo
4 marca 1999 roku, późne godziny wieczorne. Zbigniew Szczepanik pseud. Simon, rezydent grupy pruszkowskiej na Katowice odbiera krótki telefon. Choć nie planował już opuszczać tego dnia swej restauracji „Zielone Oczko”, wzywa ochroniarza i szykuje się do spotkania, jak sam mówi, ze „starym znajomym”. Zapewne osoba ta musiała mieć istotne znaczenie dla rezydenta, gdyż ten od czasu opuszczenia aresztu zachowywał szczególną ostrożność, przypisywaną rzekomemu ujawnieniu w trakcie przesłuchań szczegółów działalności Janusza Treli pseud. Krakowiak. Kula roztrzaskała przednią szybę pojazdu przebijając klatkę piersiową siedzącego na tylnej kanapie Simona. Zabójca nie dobił ofiary, wiedział, że obrażenia wywołane postrzałem nie umożliwiają przeżycia. Tak się też stało. Gangster zmarł w szpitalu po przejściu operacji. Sprawcy nigdy nie wykryto.
Zbigniew Szczepanik zasłynął zaangażowaniem w działalność hazardową Pruszkowa. Powołać miał na Górnym Śląsku salony gier oraz teleloterię, które to jednak z powodu interwencji służb nie doszły do skutku. Później stworzył armię młodych przestępców, odpowiadających za ściąganie haraczy i detaliczny handel narkotykami. Sam miał oddać kilka strzałów do odmawiającego opłacenia haraczu restauratora, a także dokonać ostrzelania dyskoteki z wyrzutni granatów. Przed śmiercią nakazał pobicie i upokorzenie Ryszarda Boguckiego.
Król pik
Rok 1991. Andrzej Stuglik wracał późnym wieczorem do swojego mieszkania w bloku na warszawskim Ursynowie. Były oficer peerelowskiego kontrwywiadu upadł na chodnik z przestrzeloną głową. Sprawca nie pozostawił żadnych śladów ani świadków. Podobnie jak w przypadku Papały, nigdy nie znaleziono ani broni z której oddano śmiertelny strzał, ani sprawcy.
Stuglik ukończył studia na wydziale nauk politycznych oraz studium podyplomowe dla MSW z zakresu kontrwywiadu. Do 1980 roku pełnił służbę w tamtejszym departamencie kontrwywiadu, by następnie podjąć pracę w osławionych centralach handlu zagranicznego. Następnie zatrudniony w Ministerstwie Finansów, jako główny specjalista ds. rozliczeń dewizowych. Pod jego jurysdykcją znalazły się m.in. kantory, kasyna gry oraz rozliczeniami długów zagranicznych. Kolejną posadę objął w Towarzystwie Handlu Międzynarodowego DAL SA – spółce odpowiadającej za hurtowy handel bronią, pełniącą jednocześnie w latach 70-tych i 80-tych rolę przykrywki dla wywiadu PRL. Najprawdopodobniej współorganizator przemytu rosyjskiego złota i brylantów.
As karo
5 grudnia 1999 roku, godzina 15:30. Andrzej Kolikowski pseud. Pershing powraca do swego mercedesa, zaparkowanego obok karczmy Szymoszkowej poniżej hotelu Kasprowy w Zakopanem. Otwiera bagażnik i chowa do niego bagaże. Kątem oka dostrzega dwóch mężczyzn wysiadających z zaparkowanego nieopodal Audi. Kule dziurawią klatkę piersiową i czaszkę capo di tutti capi polskiego hazardu. Drugi z egzekutorów oddaje w niebo serię za serią z pistoletu maszynowego. Efekt psychologiczny zostaje osiągnięty, wszyscy świadkowie w obawie o życie padają na ziemię i nie patrzą w stronę zabójców. Sprawcy wsiadają do swego samochodu i oddalają się z miejsca zdarzenia. Wkrótce policja odnajduje spalony a wcześniej skradzionego pojazd oraz pistolet maszynowy RAK. Ryszard Bogucki i domniemany drugi strzelec Ryszard Niemczyk ujęci zostali po latach w Meksyku i w Niemczech.
Andrzej Kolikowski ochrzczony został przez media przywódcą tzw. Mafii Pruszkowskiej, co nie było trafnym określeniem. Istotnie, przejął on funkcję wiodącą, co skutkowało jednak ostrymi konfliktami z innymi, równorzędnymi członkami „zarządu” Pruszkowa, jak i konkurencyjnymi gangami – Ząbkami, Gdańskiem i Bydgoszczą. Nie ulega jednak wątpliwości, iż Pershing uzyskał najwyższy status majątkowy, z powodu monopolizacji ogólnopolskiego świata hazardowego, niemal nieograniczonych możliwości prania brudnego kapitału oraz koneksji z politykami partii lewicowych. Według niektórych szacunków przyjmowano, iż roczne przychody gangstera przekraczać mogły nawet 80 milionów dolarów. Tym samym równowaga potencjału w „zarządzie” została nieodwracalnie naruszona. Zabójstwo zlecił Mirosław D. pseud. Malizna.
Król kier
Generał otworzył drzwi samochodu, położył swą teczkę na chodniku, a następnie postawił obok niej lewą stopę. Miał przy sobie broń, lecz nie zdążył jej dobyć. Gdy spojrzał przed siebie dostrzegł przez ułamek sekundy wymierzoną lufę Tulskiej Tokariewki. Odruchowo poderwał do góry rękę, tak by zasłonić twarz. Badania kryminalistyczne potwierdziły osmalenia od prochu strzeleckiego na dłoni, co oznacza, że zabójca stał bardzo blisko ofiary. Pocisk kal. 7,62 mm roztrzaskał czaszkę, przebił się przez potylicę i utkwił w zagłówku fotela. Ciało generała opadło na kierownicę, łuska z odstrzelonego naboju nie spadła jednak na chodnik. Zabójca podszedł do samochodu. Nie zabrał teczki generała, która tkwiła przy drzwiach aż do przyjazdu policji. Upewniony, iż Marek Papała już nigdy nie otworzy oczu odchodzi pospiesznym krokiem w kierunku Wyścigów. Taką wersję wydarzeń potwierdza krwawy odcisk buta na chodniku. Skoro zabójca wdepnął w kałużę krwi musiał podejść bardzo blisko ciała. Zachował zimną krew, nie marnował naboi świadomy nieodwracalnych uszkodzeń mózgu. Być może nieopatrznie zostawił wtedy kilka niewyraźnych odcisków palców na karoserii pojazdu. Do dzisiaj nie zostały one zidentyfikowane.
Strzału w głowę generała nie oddał amator. Z pewnością nie była to pierwsza egzekucja tego mordercy. Cierpliwe oczekiwanie na cel. Spokojnie oddany, jeden precyzyjny strzał. Kontrola stanu ofiary. Brak nawet pozorowania motywu rabunkowego. Zabójca nie szukał też niczego, co mogło być w posiadaniu Papały. Oznacza to, że wiedział, iż w teczce nie znajdują się żadne obciążające jego mocodawców dokumenty. A może był pewny, że nawet jeśli cokolwiek zostanie znalezione przy ciele generała, to zaginie tak samo jak sekretna wiadomość do Leszka Millera nadana na krótko przed zabójstwem.
Poker
Pewnym jest, że występują wspólne czynniki pomiędzy zabójstwami o które podejrzewany był Ryszard Bogucki, a zabójstwem byłego szefa policji. Jednak dokładna analiza wydaje się wykluczać scenariusz zakładający, że to jego palec pociągał za spust. Potwierdza za to, że Bogucki kopiował metodykę nieujętych do dzisiaj egzekutorów.
Zabójstwa Simona, Pershinga i Papały dokonane zostały po zmroku, gdy ofiary wsiadały do bądź wysiadały z pojazdów. Sprawca oczekiwał na moment, w którym wycofanie się celu będzie już bardzo trudne a jego uwaga zostanie odwrócona dokonywanymi drobnymi czynnościami. Generał wysiadał z pojazdu – nie zdążyłby już odpalić silnika i odjechać. Pershing zajęty był bagażami. Simon oczekiwał na kanapie limuzyny aż kierowca zajmie swoje miejsce i przekręci kluczyk w stacyjce. W żadnym przypadku ofiara nie miała już możliwości bezpiecznej ucieczki.
Na miejsce ataku wybrano tzw. wąskie gardła, czyli punkt w których dana osoba musi się w określonym czasie pojawić. Były to odpowiednio dom Papały, samochód Kolikowskiego i miejsce pracy Szczepanika.
Narzędziem zbrodni była zawsze broń palna krótka, dotąd nie rejestrowana ani nie wykorzystana w innych zbrodniach. Żadna z egzekucji nie była wykonana spontanicznie, a dokładnie zaplanowano ucieczkę z miejsca zdarzenia, zadbano o pojazdy i kryjówki. Domniemywać można, iż zabójcy zawsze dysponowali informacjami z wewnątrz o miejscu pobytu i planach celu. Studentka towarzysząca Pershingowi informowała telefonicznie o bieżących wydarzeniach Słowika. Simon umówił się „ze starym znajomym”, było więc pewne, że opuści restaurację. O powrocie do domu Papała powiedział Edwardowi Mazurowi, Józefowi Sasinowi i Romanowi Kurnikowi.
Każda z ofiar powiązana była z kręgami szczególnie zainteresowanymi hurtowym obrotem narkotykami. Również ich status był stosunkowo podobny i wszyscy troje pozostawali znaczącymi, acz odsuniętymi na boczny tor graczami, już nie rozdającymi w swym środowisku kart.
Punktem wspólnym pozostaje też Ryszard Bogucki – skazany prawomocnym wyrokiem za zabójstwo Pershinga, skonfliktowany z Simonem oraz widziany feralnej nocy przez świadków przy ul. Rzymowskiego 17.
Modus operandi wydaje się pozornie zgodny. Jednak porównując egzekucję Papały i porównywalnego tak kręgami zawodowymi, jak i rangą, zamordowanego przed laty Andrzeja Stuglika, wyraźnie widoczne stają się różnice pomiędzy skalpelem chirurga a toporem drwala. Egzekucja pruszkowskiego bossa była głośna, spektakularna i skutkowała kilkoma ranami postrzałowymi ofiary. Z tego powodu sprawców szybko wytypowano i schwytano. Simon, Stuglik i Papała zginęli od dyskretnie oddanego, szybkiego i precyzyjnego strzału w rzadko uczęszczanych miejscach. Wartościowych świadków brak, podobnie jak użytej jednostki broni.
Również chronologia zabójstw poddaje w zasadną wątpliwość śmiertelny strzał z ręki Boguckiego. Sprawa Stuglika absolutnie nie mogła go obciążać, był wówczas zbyt młodym, niedoświadczonym drobnym oszustem. Jest też wątpliwe, by pierwsze powierzone przez tzw. polską mafię zabójstwo niedoświadczonemu egzekutorowi dotyczyło osoby tak ważnej jaką był Papała. Takiego priorytetu nie powierza się amatorowi, co nie wyklucza jego udziału w roli „asystenta”. Wyniesiona z ul. Rzymowskiego praktyka zaowocować mogła wykonaną w podobny, naśladowniczy sposób zbrodnią na Simonie. Tutaj kluczowy byłby motyw prywatny. Zdany w ten sposób dwukrotnie egzamin dałby Boguckiemu rękojmię zaufania „zarządu”, a tym samym tłumaczyłby zlecenie na Pershinga. Wyroku na tak ważnej osobie, która już kilkakrotnie przeżyła zamach na swe życie, również nie mógł wykonać amator, a tylko ktoś, kto ma krew na rękach i nie zawaha się strzelać do człowieka, a w razie aresztowania będzie miał powody do milczenia. Kolikowski poniósł śmierć, jednak zabrakło chirurgicznej precyzji. Konsekwencją tego jest obecny pobyt agresywnego, lecz mało profesjonalnego zabójcy za kratami. To nie on strzelał więc do Papały.
Kolejna ślepa uliczka.
Kazimierz Turaliński