Likwidując Milicję i SB, powołując na straż demokratycznego państwa prawa uzbrojoną formację mundurową – Policję, solidarnościowe ugrupowania polityczne liczyły na zamknięcie pewnej haniebnej karty historii. Stanisław Pyjas pobity na śmierć. Jerzy Popiełuszko porwany, torturowany, zamordowany. Ryszard Anus zabity strzałem z milicyjnej broni w potylicę. Grzegorz Przemyk, kolejna ofiara śmiertelnego pobicia. W III Rzeczpospolitej nie do pomyślenia. A jednak.
13 lutego 2010 roku, Białystok. 21 letni student ochrony środowiska Mateusz Olszewski wraca do domu po zakrapianej alkoholem zabawie. Nieopatrznie decyduje się na skrót, wiodący poprzez teren należący do Straży Granicznej. W tym momencie historia pozornie urywa się. Zrozpaczona rodzina przez wiele dni poszukuje zaginionego syna i brata. Policja jest bezradna. Przypadkowy przechodzień odnajduje zwłoki na oddalonej od miast, odludnej łące. Sekcja zwłok wykazuje śmierć z wyziębienia organizmu i ślady przyżyciowych obrażeń zadanych tępym narzędziem.
Policja w całym kraju poszukiwała zaginionego Olszewskiego, jednak lokalny komisariat zataił, iż feralnej nocy doszło do jego zatrzymania. Podstawę tego stanowić miało naruszenie objętego szczególną ochroną terenu jednostki SG. Według wersji funkcjonariuszy zaginiony miał zostać wylegitymowany, odprowadzony na komisariat, a po godzinie zwolniony oraz zobowiązany do stawiennictwa w dniu następnym w celu przesłuchania. W dokumentach brak jednak jakiegokolwiek tego śladu. Brak protokołu z podejmowanych czynności oraz pokwitowania przez zatrzymanego odbioru wezwania na przesłuchanie. Choć Olszewski był pod wpływem alkoholu, nie poddano go badaniu alkomatem ani nie odstawiono do izby wytrzeźwień, a rzekomo niezwłocznie zwolniono. Nagrania z kamer monitoringu zainstalowanego w jednostce oczywiście brak. Zostało skasowane.
Dlaczego policjanci zataili zatrzymanie zaginionego i skąd jego ciało w tak odległym miejscu, którego denat nigdy wcześniej nie odwiedził? Tylko pozornie sytuacja wydaje się zagadkowa. Faktycznie mamy tutaj do czynienia ze zbrodnią nadużycia munduru, coraz powszechniejszą we współczesnej Polsce. Niskie zarobki, znikome kompetencje i widoki na przyszłość oraz bezkarność groźnych i majętnych przestępców rodzą frustrację, rozładowywaną masowo na słabych jednostkach. Pobicia, upokarzanie, molestowanie seksualne. W ramach „kary” zatrzymani sprawcy drobnych naruszeń prawa często są bici i wywożeni na odludzie, aby tam „ochłonęli”. To łatwiejsze od wypełniania tony dokumentów i włóczenia się po sądach, które i tak umorzą sprawę z braku dostatecznych dowodów lub znikomej szkodliwości społecznej czynu. A jeśli poszkodowany złoży skargę na brutalność, policjantów zawsze jest w patrolu dwóch – kolega potwierdzi, że było inaczej i ofiara kłamie. Tak się przecież robi na filmach…
Mateusz Olszewski miał pecha trafić nie tylko na nieetycznych przedstawicieli „wymiaru sprawiedliwości”, ale i zarazem niezwykle głupich. Zatrzymany chłopak został niegroźnie pobity i zastraszony. W ramach dodatkowej kary wywieziono go na odludzie i pozostawiono w śniegu. Zabrakło wyobraźni – niegroźne przy lipcowej pogodzie obrażenia, przy wielkich mrozach skutkowały uniemożliwieniem powrotu o własnych siłach do cywilizacji, a wówczas wyziębieniem organizmu, a w konsekwencji tego zgonem. Sprawiedliwości stało się zadość?
Widz telewizyjnych seriali kryminalnych klaszcze z zachwytu, gdy „twardy gliniarz” spuszcza łomot złodziejaszkowi, czy chuliganowi. Zachwyt jednak gaśnie, gdy „nieustraszony szeryf” dopada jego samego lub bliską mu osobę. Jakiekolwiek łamanie praw obywatelskich nie służy nigdy sprawiedliwości, może co najwyżej sprzyjać wendetcie. W ostatecznym rozrachunku jak przejaw każdej nadmiernej władzy – deprawuje, i nieukarany zawsze obraca się przeciwko społeczeństwu. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc pierwsze udane naruszenie przepisów pociąga za sobą kolejne, coraz bardziej bezczelne i bezwzględne. Złota odznaka szeryfa stopniowo traci swój szlachetny blask. Pokrywa ją zakrzepła krew i łzy ludzkiej krzywdy.
Policja prowadzi śledztwo w sprawie, trudno jednak uwierzyć w sumienne poszukiwanie sprawiedliwości za białostocką zbrodnię. Rodziny Olszewskiego nikt już nigdy nie przekona, że Rzeczpospolita to państwo prawa. Podobnie, jak nikt w PRL-u nie przekonał społeczeństwa o winie sanitariuszy i lekarki pogotowia za śmierć Grzegorza Przemyka.
Kazimierz Turaliński