• ZABIĆ SZPIEGA ISBN 978-83-925811-6-1, Autor - Kazimierz Turaliński, Wydawca - "MEDIA POLSKIE", Radom 2011, 198 stron. Analiza sprawy zabójstwa agenta polskich służb specjalnych. Tło historyczne i polityczne działalności prokuratury, Milicji, SB, WSW, Stasi i GRU we Wrocławiu. Zbrodnie uwarunkowane politycznie w latach transformacji ustrojowej.
  • Przestępczość Zorganizowana w III RP - wydanie II ISBN 978-83-925811-5-4, autor - Kazimierz Turaliński, wydawca - "MEDIA POLSKIE", Radom 2009, 206 stron. Międzynarodowy obrót gospodarczy reglamentowany decyzjami politycznymi pozostaje głównym źródłem dochodów polskich zorganizowanych grup oraz związków przestępczych. Narkotyki. Oszustwa paliwowe. Przemyt alkoholu i papierosów. Pranie brudnych pieniędzy.
  • Wywiad Gospodarczy i Polityczny - Metodyka, taktyka i źródła pozyskiwania informacji. ISBN 978-83-925811-3-0 Autor - Kazimierz Turaliński, Wydawca - "MEDIA POLSKIE", Radom 2011, 446 stron. Podręcznik - kompendium wiedzy zawodowej z zakresu współczesnego wywiadu gospodarczego (majątkowego, konkurencyjnego) i wywiadu politycznego.
  • Windykacja Gospodarcza - podręcznik do nauki zawodu ISBN 978-83-7679-043-5, autor - Kazimierz Turaliński, wydawnictwo - "Ardius", Warszawa 2010, 324 strony, 33 wzory pism procesowych. Publikacja prezentuje pełne spektrum wiadomości niezbędnych do profesjonalnego świadczenia usług windykacji. Unormowania prawne, taktyka negocjacji, egzekucja z majątku dłużnika, aspekty karno-prawne.
  • Katyń 2010 - Moskwa 1610 (WYDANIE II) ISBN 978-83-925811-4-7Autor - Kazimierz Turaliński Autor galerii fotografii z nocy 10 kwietnia 2010 r.: Piotr SzczepanekWydawnictwo - "Media Polskie", Radom 2010, 647 stron Zarys czterech stuleci stosunków polsko-rosyjskich w świetle Zbrodni Katyńskiej i katastrofy rządowego samolotu Tu-154 w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r.

Publikacje prasowe

Mit terroryzmu - bajka dla dzieci XXI wieku

 

Strzykawka. Domestos, kret, trutka na szczury, wyciąg z muchomora lub dowolnej trującej, powszechnie dostępnej rośliny. Igła. Czekoladki, karton mleka, sos do makaronu i potrawka dla niemowląt. Market na twoim osiedlu, w twoim mieście. Zakupy, kolacja. Kalectwo, konwulsje, śmierć. Jesteś bezpieczny. Twoje dziecko też.

 

Kilka dni temu Interpol ujawnił tajne plany Al-Kaidy – fanatyczni wyznawcy islamu planują wielki atak na Europę z wykorzystaniem rycyny oraz cyjanku. Trucizny przeznaczone są dla kuchni renomowanych hoteli i za pośrednictwem tam serwowanych potraw uśmiercać mają ich klientów. Horror stanowić miał największą od czasu zamachów z 11 września eskalację pomysłowości arabskich strategów. Z tego powodu służby specjalne 24 godziny na dobę inwigilują połowę globu, konsumując tym samym miliardowe budżety i uzyskując coraz szersze kompetencje oraz większą swobodę działania. Nasze wojska okupują Afganistan, niedługo podbiją też śladami Iraku Iran. Zagrożenie istnieje, więc działania obronne są konieczne. Czy jednak na pewno?

Terrorysta to bystry, wyszkolony i bezwzględny człowiek. Dysponuje niemal nieograniczoną liczbą petrodolarów, poparciem dziesiątek i setek milionów muzułmanów w tym tysięcy zaangażowanych w walkę zbrojną i sabotażową oraz wiedzą, jak z marketu budowlanego wynieść naprędce skonstruowaną prymitywną bombę. W górach Afganistanu powstawały precyzyjne jak skalpel chirurga plany: uprowadzenie Boeingów, lot dwa metry ponad chodnikiem zakończony w ścianie Pentagonu, a kolejne w wieżowcach WTC. Kolejne plany, kolejne symbole: Londyn, Hiszpania, nieudane uderzenia w Szwecji, Danii, Niemczech i Polsce. Tak, w Polsce też. Terroryzm to znak nieobjęty prawem patentowym, stąd Czeczeńcy podkładający bomby w Moskwie i rosyjskich samolotach. Nienawiść do innych nacji i wiar, taka której nic nie powstrzyma przed zniszczeniem wroga. I cisza. A z każdego komunikatu instytucji państwowych, wiadomości telewizyjnych i tabloidów krzyk: terror, zagrożenie, zagłada o krok.

Jeśli to wszystko prawda, jest czego się bać. Ale tylko w Izraelu. Poza tym państwem terrorysta wydaje się być karykaturalnym czarnym charakterem żywcem wyjętym z kreskówek – szalony naukowiec dążący do zniszczenia świata, który jednak zawsze w ostatnim momencie przegrywa z siłami dobra i zawsze popełnia te same błędy. Dlaczego geniusze zbrodni działają do bólu nieracjonalnie, walą głową w mur i robią wszystko przenosząc do świata rzeczywistego bajki reżyserowane w Hollywood? Dlaczego zamiast rozpętać prawdziwe piekło wciąż „wpadają” szykując ogromnej mocy konwencjonalne ładunki wybuchowe lub gromadząc broń, o której wiadomo, że nie zdąży zostać użyta? Dlaczego rzekomi samobójcy pilotujący samoloty 11 września żyją, a ujęci przez mieszkańców Moskwy podkładający bomby „terroryści” okazali się agentami rosyjskiego FSB? 

Zakup materiałów wybuchowych lub domowa ich masowa produkcja pozostają stosunkowo proste do wykrycia i monitorowania przez służby specjalne. Sprzedając w drodze transakcji kontrolowanej semtex agenci rozpoczynają obserwację terrorysty i jego środowiska, następnie je rozbijając. Ta droga prowadzenia wojny jest więc nieefektywna. Transport materiałów radioaktywnych możliwy jest do monitorowania wręcz z poziomu satelitarnego. Zaostrzone kontrole na lotniskach niemal wykluczają wniesienie na pokład samolotu konwencjonalnej broni, również brnięcie w tym kierunku jest bezcelowe. Społeczeństwa popierają restrykcje wzmacniając wroga ekstremistów, czyli władzę rządową i służby mundurowe. Parcie w stronę konwencjonalnych ataków, to strzał we własne kolano, a czy ludzi prowadzących globalną wojnę można posądzić o głupotę i brak podstawowej wiedzy taktycznej? Ostatnie doniesienia o „Operacji krwotok” na to wskazują.

Ktoś powie: siłą terroryzmu jest strach, a więc chcą działać spektakularnie. Stąd bomby w samolotach i próby wyhodowania wąglika. Pomyli się. Wybuch bomby to zdarzenie szokujące, lecz zarazem dla szarego Kowalskiego nierealne i nie powtarzane regularnie zostaje szybko zapomniane, nie destabilizując życia społecznego. Bomby w Londynie nie złamały ducha tego wielokulturowego tygla. Co by mogło? Stałe poczucie zagrożenia, którego nie sposób podtrzymać wciąż poszukując, na dobrze monitorowanym czarnym rynku, materiałów wybuchowych i odpadów nuklearnych, których jednorazowe użycie zazwyczaj eliminuje jednocześnie przynajmniej jednego przeszkolonego zamachowca. Podobnie trudno dostępny jest cyjanek i rycyna, a sukces raz na 10 lat to za mało by zniszczyć znienawidzony zachód – przecież słaby i podatny na absolutną zagładę.

Wyobraźmy sobie terrorystę, który w przeciwieństwie do  neofity Al-Kaidy ze Sztokholmu nie zginie wraz z eksplozją swej pierwszej bomby. Młody, wykształcony człowiek kupi w aptece komplet strzykawek i igieł. Następnie uda się na spacer po lesie, w którym odnajdzie muchomory, tojad i naparstnicę, a w sklepie chemicznym liczne związki żrące i trutkę na szczury. Silnie trującymi substancjami dyskretnie napełni odnalezione na półkach marketów produkty spożywcze. Gdy nikt nie będzie widział, wbije igłę pod zagięcie kartonu z mlekiem, w batonik, owoc lub w jogurt dla niemowląt. W ciągu jednej godziny bez trudu zatruje kilkadziesiąt różnych produktów w jednym sklepie. W ciągu jednego dnia bez trudu odwiedzi 10 większych i mniejszych sklepów samoobsługowych w jednym mieście. W ciągu tygodnia zdoła otruć kilka tysięcy osób w okolicznych gminach, nim ktokolwiek zauważy zagrożenie. Teraz wyobraźmy sobie, że ten sam terrorysta ma tylko 10 sympatyków w każdym z państw Europy.

Sprawcy nie kontaktują się, a nawet nie znają, więc ujęcie jednego z nich nie przerwie całej operacji. Brak konieczności pozyskania reglamentowanych materiałów (wybuchowych, radioaktywnych, trucizn) eliminuje możliwość pozbawienia terrorystów oręża i ich ujęcia w czasie transakcji. Brak konieczności specjalistycznego przeszkolenia sprawia, że każdy sympatyk idei może siać zniszczenie. Wykorzystanie tanich produktów nie wymusza przekazywania na cel świętej wojny możliwych do wytropienia transferów finansowych. Nawet po oficjalnym ujawnieniu źródeł masowych zatruć powstrzymanie plagi jest niemal niemożliwe. Zbyt wiele jest punktów sprzedaży detalicznej produktów spożywczych. Czego bardziej obawia się Kowalski, bomby w metrze lub ataku samolotowego na ministerstwo, czy tego, że wkładając do koszyka mleko podpisuje wyrok śmierci na swoje potomstwo?

Tani atak zniszczyłby porządek społeczeństwa Zachodu, zachwiał gospodarką eliminując zaufanie konsumentów i uzależnił każdy dzień od strachu lub dostaw żywności bezpośrednio ze wsi od zaufanego rolnika. Zamarłyby wielkie centra rozrywkowe i hipermarkety, a ten kto przeżyłby zamach nigdy już nie wziąłby beztrosko niczego do ust. Dlaczego więc to się jeszcze nie stało? Dlaczego wciąż służby udaremniają zamachy przy użyciu metod niesprawdzających się nawet w filmach klasy B? Może nie dlatego, że potencjalni terroryści to naiwniacy i prostacy. Wielu z (rzekomych) nich odebrało staranne wykształcenie i odnosi sukcesy w świecie nauki i biznesu. Może więc powód jest... dziecinnie prosty?

Terroryzm w XXI wieku to nie masowe zagrożenie, usprawiedliwiające toczenie wojen, a działanie jednostek, ukierunkowane (poza strefami wojennymi i parawojennymi) na medialne zaistnienie, a nie masową zagładę. Czym więc różnią się osławieni terroryści od seryjnych morderców? Liczbą ofiar. Seryjni zabijają częściej i są wszędzie. Terroryści, to jednostkowe przypadki stanowiące pożywkę dla mediów, analogiczną jak kompostownik dla much. Do tego, jako świetny biznes dla producentów broni pokroju dawnego wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych i zainteresowanych wzrostem cen ropy Teksańczyków, trafiły na podatny grunt polityczny. Spirala obsesji napędzała się coraz bardziej, do granicy za którą nie sposób już było odróżnić prowokacji służb niedemokratycznych państw i jednostkowych szaleńców od realnego, globalnego zagrożenia ze strony organizacji mogącej zgładzić każdego człowieka w dowolnym zakątku świata.

Koszty płacą obywatele demokratycznych państw – nakłady finansowe na zbrojenia, operacje wojskowe, inwigilacja i eliminacja prywatności, prewencyjne aresztowania i zgoda na tortury dla „wyższego dobra”. A zagrożenia (realnego), jak widać nie ma, a raczej absolutnie nikt z licznych możliwości w ogóle (na szczęście) nie korzysta. Za to karmi się media bajkami o cyjanku i rycynie, programach nuklearnych różnych państw i zagrożeniu wysadzaniem warzywniaków na każdym rogu. Czy aby przypadkiem ktoś nie robi z nas najzwyczajniej w świecie durniów? Oby tylko na fali represji i prowokacji politycznych nie wytworzono zagrożenia, które naprawdę zechce wykorzystać słabe punkty cywilizacji zachodu. Wówczas ze znanego nam porządku świata niewiele zostanie i ani Interpol, ani żadna inna instytucja nas wtedy przed „terrorystami” nie obroni.

 

Kazimierz Turaliński