Unia Europejska i USA wypracowały zaawansowany system łamania filozoficznych podstaw konstytucyjnych praw obywatelskich, w pewnym zakresie wychodząc daleko poza możliwości KGB czy GESTAPO. Rozwój techniki otworzył bowiem nawet nie drzwi, a wielkie wrota do najbardziej skrywanych tajemnic Polaków i przedstawicieli innych nacji. Wydarzenia łódzkie i wiele innych równie spektakularnych porażek systemu dowodzą, że popełniona tym samym zbrodnia pychy zbierze jeszcze nie raz obfite żniwa.
W prozie G. Orwella przestępstwo niepoprawnych politycznie myśli karano nie tylko śmiercią, a wręcz wymazaniem każdego, nawet historycznego śladu egzystencji „zbrodniarza”. Totalna inwigilacja społeczeństwa, umożliwiająca gromienie sprawców tego czynu, oparta została na jawnym instalowaniu w prywatnych mieszkaniach kamer, a efekt wzmacniano wymuszając przyznanie się do winy torturami. SSience-Fiction (podwójna pierwsza litera nieprzypadkowa) nie jest już wymysłem kreatywnych literatów. Mało kto pozostaje świadomy, iż jego aktualne zlokalizowanie, wszystkie toczone rozmowy – z kochankami, matkami i kontrahentami, a nawet w sekrecie czytane w internecie cudze myśli podlegają ciągłemu rejestrowaniu. Tak, prywatność jednostki we współczesnej Polsce i świecie cywilizacji zachodu nie istnieje, a raczej jest beztrosko każdej chwili gwałcona.
Do niedawna okłamywano obywateli, iż namierzenie lokalizacji ich telefonu komórkowego jest bardzo trudne. Nie jest. W każdej chwili możliwe jest odtworzenie historii przemieszczania w minionych latach. Z jaką dokładnością? Zbyt dużą. W zależności od rodzaju służb, precyzja ta zaczyna się na dzielnicy, a kończy na metrach. Bez znaczenia jest, czy posiadamy nowoczesną komórkę z GPS, czy też stary aparat pamiętający lata rządów Leszka Millera. Niech nie łudzi się też nikt, że zmiana karty SIM uchroni go przed identyfikacją. Każdy aparat musi bowiem najpierw zalogować się do sieci podając swój indywidualny numer seryjny IMEI, a dopiero później wczytuje kartę SIM. Ustalenie wszystkich numerów z których korzysta dany człowiek jest więc banalnie proste. Systemy kontrolne monitorujące wszystkie połączenia od dawna włączają przysłowiową czerwoną lampkę, gdy tylko w prywatnych konwersacjach padną słowa-klucze, takie jak np. „bomba” lub „zamach”. Nawet jednak zmiana aparatu telefonicznego nie zda się na wiele, jeśli głos rozpracowywanego obywatela jest odnotowany w bazie dźwiękowej. Niczym odcisk palca - indywidualny i rozpoznawalny, a więc w chwili pojawienia się w sieci może zostać zidentyfikowany. Tak daleko idące poszukiwania celu zarezerwowane są jednak tylko dla znanych polityków i groźnych terrorystów. Dzieła dopełniają wszechobecne kamery monitoringów – tak prywatnych podmiotów, jak i służb miejskich, umożliwiające odnalezienie wizerunku i towarzystwa użytkownika danego aparatu.
Druga cecha komórek, to przekazywanie dźwięków niczym osobisty, całodobowy podsłuch. Bez zgody i wiedzy właściciela jest on możliwy nawet w przypadku wyłączonych telefonów, jeśli tylko znajduje się w nich bateria. Aparaty po zgaszeniu wprowadzane są w swoisty stan czuwania, w którym tak naprawdę pozostają wciąż aktywne, a jedynie przełączone w tryb oszczędzania energii. Dzięki temu telefon nie traci indywidualnych ustawień i wyłączony może np. uaktywnić wcześniej nastawiony budzik. SMS-y mocą ustawy magazynowane są przez 5 lat – oficjalnie. Nieoficjalnie? Pewnie na potrzeby kolejnego IPN-u wiecznie. Podobnie prywatne maile, których szyfrowanie w większości powstrzymać może jedynie domorosłych hackerów. Tajemnice faktycznie nie istnieją. Nawet osoby korzystające ze zmiennych numerów „ip” nie umieszczą w sieci anonimowo żadnego ogłoszenia, ani żadnej wiadomości na forum dyskusyjnym. Nie przeczytają też dyskretnie żadnego artykułu, czy hasła w wikipedii. Wyrażasz sympatie faszystowskie, interesuje Cię Judaizm, sposób hodowania wąglika lub techniki stosunków homoseksualnych? Każda z tych informacji może zostać odnotowana w Twoich aktach i wykorzystana przeciwko Tobie. Jedynie indolencja niskich rangą służb państwowych może nie podołać wyzwaniu ustalenia autora lub czytelnika danego tekstu. Nawet jeśli wykluczymy wykorzystanie szpiegowskich satelitów, to wymienione powyżej środki wystarczą do trzymania społeczeństwa na smyczy. Każdy sam chętnie nosi swój „czip”, nie trzeba ich (jeszcze) wszczepiać przemocą pod skórę, choć niedługo na oporne na komórkową i komputerową technologię staruszki wprowadzone zostaną dowody biometryczne.
Technologia służyć miała człowiekowi i bezpieczeństwu społecznemu. Na pewno też służy. Dzięki tym i innym środkom zapewne udało się przeprowadzić m.in. Operację Miecz (zatrzymanie kilkudziesięciu Muzułmanów planujących serię zamachów terrorystycznych), wykryto z udziałem służb niemieckich bomby podłożone w szkielecie budowanego w Warszawie Stadionu Narodowego, czy też ujęto rosyjskich szpiegów korumpujących oficerów Wojska Polskiego. Tym bardziej złamać pomogą szarego Kowalskiego. Każdy skrywa sekrety. Jeden człowiek ma kochankę, albo co gorsza będąc mężczyzną kochanka, inny molestuje lub bije dziecko, jeszcze inny oszukuje urząd skarbowy. Może obmawia swego pracodawcę, krytykował partię lub uczelnię od której zależy jego dalsza kariera, albo w prywatnej korespondencji głosi poglądy nielicujące ze sprawowaną funkcją publiczną. Ilu ludzi, tyle sekretów. Wystarczy sprawdzić grafik pracy Kowalskiego i skonfrontować go z lokalizacją komórki. Co od lat żonaty mężczyzna robił w nocy w hotelu? Lektura ówczesnych smsów wymienionych z żoną kolegi nie pozostawia wątpliwości. Wyciąg z konta potwierdza wypłatę z pobliskiego bankomatu kwoty równoważnej do ceny noclegu. Dla pewności uzyskać można nagranie audio lub nawet video z przebiegu miłosnych igraszek, choć to już uczyni tylko perfekcjonista lub voyeurysta. TW został pozyskany. Pomoże. Zawsze.
Normą u Orwella były tortury. Sprawdzone za świętej inkwizycji, w kazamatach GESTPO i w Guantanamo na Kubie. W Stanach Zjednoczonych coraz głośniej odzywają się zwolennicy ich pełnej legalizacji, a wśród nich m.in. znamienity przedstawiciel palestry Alan Dershowitz. Nowe polskie kadry chętnie sięgają po tradycyjne metody, w wyniku czego coraz częściej aresztanci uskarżają się na pobicia, nieludzkie i poniżające traktowanie oraz zastraszanie w czasie przesłuchań. Wszystko, byleby uzyskać przyznanie się do winy. Skoro jawnie za podtapianiem opowiada się ceniąca wolność i demokrację Ameryka, a potężne Chiny masowo przypalają i rażą prądem Tybetańczyków, to czemu nie asymilować na warunki lokalne działających rozwiązań? Dlatego najprawdopodobniej to w Polsce mieściły się tajne więzienia CIA w których łamano zagwarantowane w Konstytucji RP prawa człowieka. Ktoś powie: złamano terrorystów, więc na Kowalskiego też będą skuteczne.
Krok po kroku, zaaferowani hamburgerami, DVD, zachodnimi samochodami i wakacjami w Egipcie, a z drugiej strony zamachami terrorystycznymi w odległych zakątkach świata, pozwoliliśmy uczynić z Unii Europejskiej orwellowską Oceanię. Ceną za oddanie wolności i prywatności miało być pełne bezpieczeństwo. Nie jest. Dlaczego, skoro w rękach strażników sprawiedliwości znajduje się niemal nieograniczony potencjał informacyjny? Im większy system, tym łatwiej go oszukać, jeśli tylko terrorysta wie, jak ten system działa, a źródła dowodowe wykorzystać można twórczo do ukrycia winy.
Nie trudno wyobrazić sobie sytuację, kiedy przestępca celowo prowadzi ze swego telefonu ustawioną rozmowę wprowadzającą w błąd ewentualny nasłuch. Podobnie nie nastręcza trudności ukrycie swych prawdziwych poglądów, pod obfitą acz nieszczerą korespondencją e-mailową i smsową. Posłanie telefonu i karty kredytowej nad morze, wraz z zaufaną osobą, na czas własnej wyprawy do Katowic również nie jest trudne. Mechanizmy mające dowieść winy, przed sądem stają się atutem obrony. Zaufanie do pełnej kontroli oddającego się wakacjom zabójcy może zostać w bolesny sposób zgaszone, gdy cel rozpoznania zamiast Kołobrzegu, zwiedza biuro poselskie (źle) chronionego polityka. Wartość dowodowa podsłuchu jest wysoka jedynie wówczas, gdy podsłuchiwany nie wie o kontroli, tylko wtedy jest szczery w prowadzonych rozmowach. Gdy jednak ma świadomość potencjalnej totalnej inwigilacji uzyskujemy bezwartościowy materiał wprowadzający zamęt. Wycinać (wbrew prawu) na wyczucie części stenogramów rozmów świadczących o niewinności, czy zakwestionować wartość całości? W obu wypadkach podsłuch traci sens. Prezes Art-B Bogusław Bagsik, mający świadomość podsłuchu telefonicznego, skłamał o planowanym zamachu stanu i wysłanych do Sejmu RP kilkudziesięciu izraelskich komandosach mających zabić polskich parlamentarzystów. Jednym zdaniem wprowadził panikę i zamienił ul. Wiejską w strefę wojny zapełnioną uzbrojonymi i przerażonymi nadciągającą konfrontacją rządowymi agentami.
Na co zda się wyłapywanie w prywatnych informacjach haseł-kluczy, wskazujących na możliwe, że planowaną zbrodnię nienawiści, gdy w 38 milionowym narodzie, co drugi obywatel złorzeczy władzy słowem i pismem? Do kontroli takiej rzeszy potencjalnych zamachowców nająć należałoby połowę Chin.
Tortury? Ból złamie absolutnie każdego. Ile więc w praktyce warte jest przyznanie się do winy osoby skatowanej niemal na śmierć? Oczywiście w statystyce sukcesem zakończonych śledztw wiele. Ale gdy po ulicach spaceruje prawdziwy terrorysta z granatami w plecaku, radość z awansu jest przedwczesna. To, co skutecznie zniszczy życie Kowalskiemu, staje się żałosnym orężem przeciwko przeszkolonym zawodowcom, a to przed nimi system ma chronić Kowalskich. Buta i pycha służb państwowych sprawia, że zadowalają się położeniem pod mikroskopem całych społeczeństw, a na naprawdę groźne jednostki nie mają pomysłów. Organizacje para-mafijne wyłudzają miliardy zł z gospodarki i Skarbu Państwa, terroryści do czasu uderzenia w Nowy York jawnie tworzyli i szkolili wielotysięczne armie. Ułuda powszechnej inwigilacji kosztowała życia pracowników WTC i Pentagonu, ale też i wszystkich ofiar polskich porachunków gangsterskich oraz zamachu w łódzkim biurze poselskim. I nie były to ostatnie ofiary.
Już Lem nazwał tak powszechną kontrolę bombą megabajtową – liczbą informacji zbyt dużą do jakiegokolwiek racjonalnego wykorzystania. A już na pewno bezbronną wobec osoby unikającej systemu, albo co gorsza świadomie wykorzystującej jego słabości. Dla jakich więc racji z jednej strony odrzucamy podstawowe, konstytucyjne prawa obywatelskie, a z drugiej przekazujemy w ręce nieznanych nam nawet z nazwiska osób dostęp do największych tajemnic życia wszystkich Kowalskich? Czy warto, skoro ten system, tak jak ekonomia socjalizmu, po prostu nie działa? Wszyscy mówią – jest ok. Panujemy nad sytuacją. Któregoś dnia w Krakowie wybuchnie bardzo duża bomba, spadnie samolot na centrum Warszawy, albo ktoś rozpyli na dworcach PKP śmiercionośną broń bakteriologiczną. A my dalej będziemy mogli powiedzieć wszystko o kochankach Kowalskiego. I tylko o nich.
Kazimierz Turaliński